14 sierpnia 2015

Wczoraj zrobiliśmy 460 km. Uzbekistan strasznie monotonny.

Dzisiaj najfajniejszy dzień w Uzbekistanie, oj działo się :) Nawet quady pływały :)

Połowa trasy za nami.

Rano było wielkie pakowanie paliwa. U mnie 17 litrów zbiornik, dodatkowy 38 l, i kanister na podnóżku 15 litrów, w sumie 70 litrów i tak obładowanymi cysternami pojechaliśmy nad Aral.


 

Byliśmy nad morzem Aralskim. Jedna z największych katastrof ekologicznych spowodowanych przez człowieka. Morze po prostu wyparowało :-( Ludzie pozbawili je dopływu świeżej wody. Po większości morza pozostała równina i gdzie nie gdzie opuszczone statki. Niesamowity widok, zobaczyć porzucone statki na pustyni.


 

Nasz skrót przez pustynię okazał się odcinkiem dakarowym z piaskiem fesz-fesz. Był jeden wielki tuman kurzu. Była też rzeka, szeroka jak Wisła ale nie było przejazdu. Na to miejscowi szybko przyszli z pomocą i migiem przeprawiliśmy się przez nią. Na koniec 400. kilometrowego odcinka spotkaliśmy na pustyni stado dziko pasących się wielbłądów.

 

Jak nie lądem to wodą ale dotrzemy na czas. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to 29 sierpnia będę już w domu, na czterdzieste urodziny.

Facebook