24 sierpnia 2015

Białoruś okazuje się czarnym koniem wyjazdu. Jest tu wspaniale i pięknie. A ludzie są mili, uśmiechnięci i jacyś tacy szczęśliwi. Ładnie tu.

 

Też chcę taki do ogródka ;-)


W okolicach Czarnobyla:

 

Ostatni punkt naszej wyprawy. Homel - miejsce skąd pochodzi moja babcia. Najładniejsze miasto które przejechaliśmy podczas naszej wyprawy.

Białoruś nas zaskoczyła. Spodziewaliśmy się milicji, wojska, biedy i dyktatury. Co zostaliśmy? Drogi narysowane od linijki, równe jak stół. Mnóstwo lasów, nie spodziewałem się, że gdzieś w Europie jest kraj z tak olbrzymią ilością lasów. Co paręnaście kilometrów zdarza się pole uprawne. Uprawiane nie koniem, a John Deerem. Jest czas wykopków i zbierania kukurydzy. Co jakiś czas drogę przecina rzeczka czy strumyk, a nad nim w błogim spokoju jeden, dwóch wędkarzy. Lasy ciągną się dziesiątkami kilometrów, czasem jakaś, wioska, miasteczko. Trawka wykoszona równiutko, ogrodzenia naprawione, odnowione, wszystko w jednym kolorze. Drogi szerokie, pas zieleni pomiędzy nią a lasem, żeby sobie odpocząć. Wszystko posprzątane. Dokładne znaki, słupki, wszystko w należytym porządku. Miejsca wypoczynku oznakowane, są domki drewniane, ławki, krzesła. Przystanki jak z żurnala. Wszystko pięknie pomalowane, nic nie poniszczone. Pomiędzy lasami nieużytki, drzewka, rzeczki. Sielankę burzą tylko maszty od nadajników GSM. Droga co parędziesiąt kilometrów naprawiana, co by jej doskonały stan utrzymać. My równa prędkość i delektujemy się chwila, zapach lasu się unosi. Ruch znikomy, kierowcy jadą mądrze, bez pośpiechu. Czasem parę kilometrów jedziemy zupełnie sami. W lesie piękne szutrówki, czasem obłocone, ostre odcinki, drzewa liściaste, potem iglaste. Aż chciało by się zjechać z asfaltu i puścić się szutrówka z piaskiem jak znad Bałtyku. Miejscowości malownicze, pięknie odnowione drewniane domy, i ogrodzenia. Ludzie uśmiechnięci, machają i pozdrawiają. Są niezwykle mili. Uczynni. Miasta wyglądają jakby ktoś pomalował je akwarelami. Przystanki jak z kreskówek. Milicja nas pozdrawia. Nie wychodzi im koszula ze spodni, wyglądają naprawdę dumnie. Tutaj nikt się nie śpieszy, każdy ma czas na rozmowę, na uśmiech. I ta przyroda, nie skażona, piękna. Gdzieniegdzie krówka, konik i ogromne lasy. Lokalne jedzenie przepyszne, tanie, benzyna jak za darmo... W środku my na quadrocyklach, do raju brakuje tylko wielkich gór, bo pagórków mnóstwo. I taka jest Bialoruś.

Ps. Na koniec mile panie na stacji benzynowej pilnują nam quadów choć wiedzą, że ich i tak nikt nie zabierze, my pijemy kawę, a one na odchodne życzą miłej podróży i zapraszają do Białorusi ponownie. Pięknie tu jest, pięknie...

 

Białoruskie przysmaki:

 

Facebook