5 sierpnia 2015 - I awaria

I stało się...

Rincon Jarka umarł w Kashgharze, w Chinach. Niestety. Próbujemy reanimacji.

Chiny rozczarowują, to kraj tętniący życiem, ludzie są bezimienni. Jakże inny od naszych wyobrażeń o biedzie i pracy za miskę ryżu. Miliony skuterów - wszystkie co ciekawe elektryczne, wożą nimi wszystko co się napatoczy. Auta same wypasione, typu podrobiona Insignia, Bmw, Skoda itp. Dużo też jest aut japońskich. Uwaga, różnica czasu między Wami a nami sięga 6 godzin. Nad miastem smog, w powietrzu unosi się piasek - skutek burzy piaskowej nad pustynią Takla Makan. Słońce się nie przedziera, okropny upał, zero wiatru.
Jutro będziemy szukać oleju dla Rafała bo zgubił.
Quady to tutaj sensacja, każdy chce zdjęcie, machają, zatrzymują nas. W Chinach nie ma quadów, są tylko produkowane na eksport. To zainteresowanie quadami jest męczące. Cały czas podjeżdżają, zajeżdżają drogę, trąbią. Na postoju nie pytając się wszystkiego dotykają, siadają na nie.
Nasz spacer po mieście nie wzbudził spodziewanej przeze mnie sensacji. Czasem ktoś się obrócił ale generalnie nie mamy wrażenia odmieńców. Wcale też nie byliśmy jakimiś dryblasami. Innych obcokrajowców nie spotkaliśmy. Internet - chodzi tylko poczta?? Stron typu FB nie możemy otworzyć.

Mamy problem z jednym Rinconem. Mam nadzieję, że uda się go rozwiązać. Opony znikają w oczach. Kolację zjedliśmy w przydrożnej knajpce, aż boję się pomyśleć co zjedliśmy :)

Facebook